18 edycja 18 edycja 18 edycja konfrontacje teatralne

Tańczyłam z Mikołajczykiem

Moje Konfrontacje zaczęły się wczoraj. Wraz z początkiem tygodnia pociągiem REGIOekspres dotarłam na lubelską ziemię, by zapoznać się po raz pierwszy z tym „festiwalem na wschodzie”. Uderzyła mnie – niezmiernie pozytywnie – architektura miasta widoczna z okien taksówki zmierzającej na ulicę Peowiaków 12. Zwieńczeniem tego doświadczenia architektonicznego był budynek samego Centrum Kultury, który, jak się okazuje, jest nowością także dla samych jego pracowników, gdyż jest świeżo po generalnym remoncie. W tej jakże sprzyjającej działaniom artystycznym przestrzeni, jak się dowiedziałam, ma miejsce większość festiwalowych wydarzeń. Spotkanie z Lublinem pod względem estetycznym i informacyjnym okazało się zatem nad wyraz udane.

Kuratorzy tegorocznej edycji, z którymi miałam przyjemność porozmawiać zaraz po przyjeździe, próbują dokonać tutaj swoistej rewolucji sposobu myślenia o teatrze i o roli w nim widza. Rewolucji, która przecież już dawno się dokonała, ale jest wiele miejsc, gdzie sztuki pe formatywne pojawiają się rzadko, o ile w ogóle, a dominującą formą spotkania z teatrem jest spektakl na scenie repertuarowej, z tradycyjnym podziałem aktor (na scenie) i widz (na widowni). W takim modelu nie dochodzi do konfrontacji, a jedynie do prezentacji, a o model odwrotny właśnie tutaj chodzi.

Już pierwszy spektakl, czy raczej należałoby powiedzieć spotkanie teatralne, wydarzenie performatywne, doświadczenie estetyczne, pokazał w pełni festiwalową ideę przewodnią. Mikołaj Mikołajczyk zaczyna swój „Remix: Tomaszewski” od przywitania się z publicznością – łasi się do niej, domaga się czochrania po głowie, ciągnięcia za uszy, całusów, przytulania czy po prostu wita się uściskiem dłoni. Po takim przywitaniu jesteśmy zaproszeni do Sali czarnej, usadzeni na poduchach ułożonych w podkowę na podłodze i … oglądamy film, który tworzą wypowiedzi badaczki na temat Mistrza Mikołajczyka, Henryka Tomaszewskiego. Zapoznajemy się z remiksowaną postacią – to zatem intro do scenicznej drogi twórcy spektaklu. Potem słuchamy opowieści o spotkaniu młodego artysty, wtedy jeszcze licealisty, z Mistrzem. Wszystko na razie przebiega w przewidywalnym dość rytmie i porządku, gdy nagle artysta urywa swoją opowieść i… prosi mnie do tańca. Zasłania mi oczy przepaską z materiału, staje za mną i prowadzi moje ciało w tańcu. Jako widz stanęłam na scenie i stałam się częścią remiksu. Nastawienie estetyczne i krytyczne widza stopiły się w fizyczne i emocjonalne doświadczenie sceniczne. Warto tu dodać, że spotkania Mikołajczyka z nami, widzami były nagrywane i puszczane w czasie spektaklu jako jego integralna część. Mój taniec z nim też. Jesteśmy jeszcze widzami? Czy współuczestnikami i współtwórcami? Jeszcze wymowniej podkreśla to końcowa scena, w której aktor tańczy z inną uczestniczką spektaklu, ale tym razem to ona go prowadzi, stając za jego obnażonym, spoconym, zmęczonym tańcem ciałem.  Zgadzam się w stu procentach z tekstami programowymi katalogu festiwalu, że remiksy pozwalają na „renegocjowanie dotychczasowych znaczeń, podważanie skostniałych hierarchii, odkrywanie nowych niuansów, zmianę punktów widzenia odbiorców, poszerzanie badawczej wrażliwości” (Anna. R. Burzyńska).  Przede wszystkim jednak dla mnie wczoraj było to bardzo mocne doświadczenie widza, uczestnika, współtwórcy.  

Doświadczenie Dukaja poprzez spektakl Teatru Provisorium „Lód” nie przynosi takiego przeżycia ani w sferze estetyki, ani w sferze odbioru, ani w sferze nowatorstwa w konstruowaniu ram spektaklu, ani w sferze ideowej. Przyznam szczerze, że linearna narracja coraz bardziej mnie nuży. Może to późna pora, może przytłaczająca długość spektaklu, a może po prostu nastawienie krytycznego odbiorcy teatru, która szuka czegoś więcej niż zwykła inscenizacja zamknięta w ramach sali i klasycznej narracji. Oczywiście powieść Dukaja jest wielowymiarowym dziełem –  gdzie, jak mówi Przemysław Czapliński, świat jest wymyślony od początku do końca, od linii kolejowej po guzik u munduru kolejarza – wartym zatem przeniesienia do teatru. Oczywiście jest kilka rozwiązań scenicznych, które są interesujące i efektowne, jak na przykład scena odnalezienia przez bohatera Ojca i jego roztrzaskanie się, podobnie jak całego lodu spowijającego świat – pod względem wizualnym, jak i dźwiękowym bardzo przemyślana, dopracowana i świetnie wkomponowana w całość przedstawienia. Oczywiście ruchome platformy wagonów pociągowych czy różnych miejsc spotkań bohaterów to ciekawe rozwiązanie scenograficzne, wprowadzające element dynamiki. Oczywiście są sceny, gdy aktorzy jakby dystansowali się do swojej roli, mrugali do nas i do bohaterów Dukajowskiego świata teatralnym okiem umowności. Ale to tylko kilka oczywistości na tle zbyt dla mnie linearnej, zbyt spójnej, zbyt monotonnej całości.   

                                                                                                                               Monika Błaszczak

23_0070 konfro 2013

fot. Maciej Rukasz

23_0075 konfro 2013

fot. Maciej Rukasz