18 edycja 18 edycja 18 edycja konfrontacje teatralne

Kłopoty z …

Ciałem i seksem

„Ten, kto ma problemy z seksem, nie powinien chodzić do teatru” – to prowokacyjne zdanie wypowiedział Maciej Nowak na spotkaniu autorskim z prof. Krystyną Duniec. W ten sposób ocenia postawę wobec nagiego ciała we współczesnym teatrze. Ciało to narzędzie aktora, a nagość to rodzaj kostiumu. Dzisiaj jest czymś zupełnie naturalnym, że nagi aktor pojawia się na scenie. Z tego tytułu, że się rozbierze, nie dostanie większej gaży. Świadomego twórcy teatralnego czy widza nagość już nie oburza ani nie szokuje. Oczywiście nie o nagie ciało tylko tu chodzi. Prof. Duniec pisze w swojej książce – zbiorze esejów, wywiadów z artystami i zdjęć ze spektakli – o ciele w bardzo szerokim ujęciu. Okoliczności samego spotkania wpisują się świetnie w jego tematykę – dojazd z Warszawy do Lublina zajął autorce nieco więcej czasu, niż się spodziewała, i nastąpiło godzinne opóźnienie. W tym czasie nasze – publiczności – ciała zalegały na kanapach i krzesełkach przed Salą czarną, gdy ciało autorki zdążało ku nam w swoim samochodzie. Wracając do samego spotkania, to rzeczywiście książka „Ciało w teatrze” jest afirmacją teatru, gdzie ciało nienormatywne, przemilczane, prześladowane, słabe, pokrzywdzone i skolonizowane odnajduje swoje miejsce (katalog festiwalowy).  Ciało jak narzędzie w rękach aktora, reżysera, choreografa.    

Sierakowskim

Wariacja na temat Sierakowskiego, założyciela i szefa „Krytyki Politycznej”, to niezwykle gęsty znaczeniowo i pod względem środków artystycznych spektakl. I ostra krytyka, co nikogo, kto widział choć jeden projekt Komuny Warszawa, nie powinno dziwić. Scenariusze politycznej i osobistej przyszłości Sierakowskiego śmieszą i przerażają jednocześnie. Wybiegają o nawet kilkadziesiąt lat do przodu, snując wizje ataku Marsjan, cyfrowej nieśmiertelności, buddyzmu, potomstwa czy nawet zmiany płci bohatera swojego przedstawienia. Dzwonią nawet do wróżki – numerolożki, a z literek „złapanych” przez lusterka tworzą napis „przyszłość – ciemność”. Songi przeplatają się z mechanicznie recytowanymi tekstami, projekcjami, wizualizacjami, manipulowaniem rekwizytami i muzycznym podkładem. Konglomerat środków artystycznych i kontekstów. Symultaniczne działania sceniczne. Widz ma nie tylko problem z tematem, ale i z percepcją spektaklu. Sierakowski siedzi na ławie oskarżonych i … nic sobie z tego nie robi. Bunt wykrzyczany przez Komunę staje się próbą zmieniania rzeczywistości, ale jednocześnie mówi o jej niepowodzeniu.

Nagością i ciemnością

Czego się najbardziej boisz? Czego oczekujesz po tym spektaklu? Co czujesz? Te i wiele innych pytań padło wczoraj w spektaklu Xaviera Le Roy’a zatytułowanym „Low pieces”. Piętnastominutowa rozmowa na początek, następnie kilkakrotne naprzemienne sekwencje całkowitej ciemności i światła, a na koniec znowu rozmowa, tym razem przy wygaszonym świetle. Ciała performerów podczas naszej – widzów rozmowy z nimi są ubrane, natomiast w scenach, które między nimi następują, są zupełnie nagie. Nagością kompletnie aseksualną, naturalną, użytkową można by powiedzieć. Służą bowiem do przedstawienia – zwierząt, roślin, kamieni. Choć kwestia tego, co widzi publiczność w ich leżących, podrygujących, splatających się ze sobą, chodzących na czworakach ciałach, przynależy do jej indywidualnych wyborów interpretacyjnych. Wszystkie oświetlone sceny przebiegają w całkowitej ciszy. Raz w ciemności słyszymy dziwne krzyki, jakby skrzeczenie ptaków. W rozmowie na koniec spektaklu i w rozmowach zasłyszanych w kuluarach po jego zakończeniu, dało się słyszeć opinie, że ta ciemność była dla części widzów mało komfortowa, a nagość stała się niepotrzebną prowokacją. Partnerski dialog, w który chcą wejść z nami artyści, nie ze wszystkimi i nie na każdym poziomie się udaje. Ale ważna jest już sama próba jego nawiązania. Samo przekroczenie. Jaka jest moja percepcja – jej możliwości i ograniczenia, na ile chcę być biernym widzem a na ile współtwórcą spektaklu? Strategie przekroczenia sytuacji widz-artysta i łamania zastanych konwencji teatralnych przypominają mi te, które wprowadzali parędziesiąt lat temu twórcy The Living Theatre. Choć to zupełnie inna estetyka. Le Roy to biolog molekularny, który został choreografem i tancerzem. Takie połączenie przyniosło skutek w postaci eksperymentów z formami reprezentacji ciał ludzkich i nie-ludzkich w ruchu oraz z reakcjami widzów. Cieszę się, że mogłam być częścią tego eksperymentu.

Monika Błaszczak

fot. Marta Zgierska

fot. Maciej Rukasz