18 edycja 18 edycja 18 edycja konfrontacje teatralne

Bo wszystko się dzieje w języku

Gdzie jest moja obcinarka do cygar?

Czy Amy Winehouse żyłaby, gdyby ktoś jej powiedział przed koncertem w Belgradzie – nie wychodź na scenę? Jak okazać empatię wobec innych? Ugotowaną własnoręcznie zupą, usmażoną przez siebie jajecznicą, przytulaniem, dobrym słowem? Jak unieść tłum, żeby zafalował i uratował chorego? Jak tworzyć teatr, wychodząc poza relację klient – produkt?

Na te i inne równie niełatwe pytania próbują odpowiedzieć w swoim spektaklu Paweł Demirski i Monika Strzępka. Skala i ciężar pytań, które zadają od kilku lat w swoich przedstawieniach, jest nie do oddania w słowach. Jak sami bohaterowie „O dobru” mówią – problem tkwi w języku. W jego konwencjach, zasadach, stylach, wieloznaczności, ale i nadmiernej dosłowności. Bo co oznacza to przywołane w podtytule pytanie, które pada dwukrotnie ze sceny: gdzie jest moja obcinarka do cygar? Cynizm postaci, która w dramatycznych okolicznościach dba tylko o własną wygodę i dobra materialne? A może właśnie bezradność, którą kamufluje za pomocą tego zdania? W jakich okolicznościach wypada coś mówić, a  jakich nie? Czy to kim jestem, jakie nagrody otrzymałam/em, gdzie, kiedy i z kim tworzę, pracuję, przebywam ma wpływ na to, co i jak wolno mi powiedzieć? To bardzo ważne naczelne pytanie tego spektaklu – o perspektywę, siatkę zależności, w których tkwimy, o kontekst i punkty odniesienia. Kwintesencją tego przesłania jest zdanie skierowane do widzów, które pada z ust Mirosławy Żak: „czemu nie przejmujesz się ćpunem z dworca, tylko przejmujesz się nią?”. Nią, czyli Amy Winehouse, zapijaczoną i zaćpaną, leżącą na scenie. Przedstawienie jest  majstersztykiem językowym. Porywają nieustanne gry słów, semantyczne wieloznaczności, symbole, metafory, serio mieszające się z buffo, cynizm i dystans na przemian z autentycznym przeżyciem: z płaczem i krzykiem rosnącym niemalże do wrzasku. To także gra na poziomie języka teatralnego: z jego klasyczną konwencją, rolą widza, chwytem teatru w teatrze, z brechtowskim dystansem. I języka medialnego – stanowiąc próbę odpowiedzi, jakie strategie komunikacyjne dominują dzisiaj w przestrzeni publicznej.

A to wszystko dzieje się na  małej, kameralnej scenie Galerii Labirynt. Aktorzy najpierw odgrywają krótkie przedstawienie, o którym Agnieszka Kwietniewska jako Amy Winehouse mówi do widzów, że z góry przeprasza, ale na pewno będzie nieudane. Potem wychodzą jako oni – aktorzy, by nieustannie  żonglować rolami, przechodząc z jednej postaci w drugą. Ramą wydarzeń jest świetlica Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w 2016 roku, po tym, jak przez świat przeszła antybankierska rewolucja. Uczestnicy terapii uczą się na nowo „poprawnych” zachowań w relacjach społecznych, funkcjonowania we wspólnocie. Spotykamy wśród pacjentów legendarny duet amerykańskiego dziennikarstwa śledczego – Boba Woodwarda i Carla Bernsteina, pracownicę korporacji i menedżerkę artystów, zmartwychwstałą piosenkarkę, społeczną aktywistkę czy reżyserkę, ale i chłopców i ich matki z rodzin o różnym statusie materialnym, terapeutkę, która okazuje się pacjentką, dziennikarzy Radia TOK FM.

A widz zostaje po raz kolejny wystawiony na próbę. Intelektualną, aby odczytać te wszystkie konteksty, niuanse, wieloznaczności. Wytrzymałościową – ponad dwie godziny w dusznej sali galerii, ciągłe krzyki i płacze bohaterów-aktorów, a do tego zapach cebuli, pokrojonej przez jedną z bohaterek. Zaangażowania i gotowości do wejścia w interakcję – przytulanie się aktorów do publiczności, smażenie jajecznicy przez chłopaka z pierwszego rzędu, wreszcie wyjście na zewnątrz budynku do ogniska i wspólne kilkakrotne odśpiewanie hymnu kibiców FC Liverpool. Mimo to, publiczność nie uciekła, ba, zdecydowana większość dała się zaangażować i stworzyła na koniec śpiewający „falujący tłum” wokół ogniska, aby uratować jednego z bohaterów, chorego na raka dziennikarza, Carla Bernsteina. A żeby tym wyzwaniom i grom uczynić za dość, na koniec wcielający się w rolę dziennikarza aktor, Andrzej Kłak, otwiera przy nas wyniki własnych badań, ciesząc się, że nie musi robić tego sam, a które okazują się rozdanym publiczności tekstem wspomnianej już piosenki. When you walk through a storm… You’ll never walk alone.

Śpieszę uprzejmie donieść… że fryzjerka nie wydała paragonu   

Ósemki jak zawsze mówią silnym, oskarżającym, wyśmiewającym głosem o społecznych bolączkach, wadach, słabościach. Tym razem o donosicielstwie. Nie stworzyli spektaklu, a eksperyment pomiędzy czytaniem a spektaklem – czytanie performatywne (jak sami określają ten projekt). Słuchamy zatem autentycznych donosów odczytywanych przez aktorów: Ewę Wójciak, Adama Borowskiego, Tadeusza Janiszewskiego i Marcina Kęszyckiego. Na początku na widowni słychać salwy śmiechu. Potem już nieco cichsze reakcje. Pod koniec raczej lekka konsternacja.

Czytany teatr to znana forma, żaden eksperyment, jak wynika z mojej wiedzy i doświadczeń teatralnych. Choć temat świetny, teksty wybrane do projektu różnorodne i ukazujące zarówno śmieszność, jak i grozę donosicielstwa, to brakuje tu jakiegoś rozpodobnienia. Jakiegoś dialogu z widzem, czy chociaż między sami czytającymi aktorami na scenie. W „Do władzy wielkiej i sprawiedliwej” pomiędzy podestami z ustawionymi na nich biurkami i lampkami, przy których siedzą czytający donosy aktorzy, zawieszony jest ekran, na którym widoczny jest obraz z kamery filmującej ulicę Ratajczaka w Poznaniu, przy której zresztą znajduje się siedziba Teatru Ósmego Dnia. Ale poza tym dość statycznym obrazem, który w końcowej części spektaklu zostaje zatrzymany, nic się więcej nie dzieje, nie ukazuje. A szkoda. Aż prosi się o jakiś dopisek, glosę, cokolwiek.

A potencjał zebranego materiału jest naprawdę duży. Anonimy wysyłane współcześnie do Urzędu Skarbowego i te z książki Barbary Engelking, pisane przez Polaków do Gestapo, zestawione w jednym przedstawieniu są świetną ilustracją ludzkiej zawiści, w każdych okolicznościach, bez względu na skutki zapisanych i wysłanych listów. Moc sprawcza słów w kontekście wojny zyskuje tu bardzo dosłowną wymowę.  

Monika Błaszczak

      

fot. Marta Zgierska                                      fot. Maciej Rukasz

  

fot. Maciej Rukasz