18 edycja 18 edycja 18 edycja konfrontacje teatralne

Bez twarzy

Pokaż swoją twarz. Twarz prześladowanego. Oblicze artystki. Pod tymi hasłami przebiegały wczorajsze Konfrontacyjne spektakle.   

Przekleństwo braku oblicza?

„Show your face” to przedstawienie bardzo wysmakowane estetyczne i dopracowane techniczne. Mimo długiej przerwy w graniu tego spektaklu i jego premiery jeszcze w 2006 roku, nadal wydaje się świeży i grany bez rutyny. Urzeka pantomimiczną grą aktorów, elementami tańca i teatru lalek. Ubrani na czarno aktorzy zanurzeni są w ciemności sceny, którą rozświetlają latarkami-czołówkami bądź bardzo oszczędnym światłem reflektorów. W tym operowaniu światłem i ciemnością oraz oszczędnością w słowie przypominają chwilami plastyczny teatr Leszka Mądzika. Opowiadają historię człowieka bez twarzy uwikłanego w historię i własną biologię. Bohaterem jest … kombinezon zimowy niemowlęcych rozmiarów w błękitnym kolorze. Ten kolor okazuje się wyróżnikiem postaci i symbolem jej odmienności. Jedyna sprzyjająca bohaterowi bez twarzy osoba to dziewczyna, która ma dopiętą do koszuli błękitną broszkę i błękitne kapcie na nogach, w ten sposób symbolicznie pokazując swoją życzliwość i podobieństwo do niego. Trzeba przyznać, że słoweńska grupa Betontanc i łotewska Umka.lv stworzyły niezwykłe połączenie form teatralnych, a do tego dołączyła jeszcze bardzo liryczna muzyka, grana na żywo przez słoweńską grupę Silence. Na naszych oczach bohater przychodzi na świat, poznaje dziewczynę, ucieka, spotykając na swojej drodze przywódczynię ruchu rewolucyjnego, jest torturowany w trakcie przesłuchań. Postacie stwarzane są z kawałków materiału, parasola, drucianych konstrukcji, papieru czy plastiku. Efekt audiowizualny jest urzekający.

Przesłanie natomiast naiwne aż do bólu. Bo terror, o którym mówią artyści i o którym czytamy w tekście zamieszczonym w katalogu festiwalowym, ma tutaj znany od dawna wymiar, ograny i przywoływany w dyskursie artystycznym czy społecznym wielokrotnie. Freudyści zostają nazwani badaczami elementarnych cząstek ludzkiej duszy, a fizycy jądrowi badaczami elementarnych cząstek samej materii. I oni zostają oskarżeni o terroryzm. A historia bohatera z dziecięcych ciuszków to opowieść o everymanie, bezimiennym, pozbawionym twarzy, odrzuconym zaraz po porodzie przez przerażoną matkę, który pada ofiarą okoliczności. Jest Inny, więc od razu zostaje usytuowany w pozycji tego, który zagraża jednolitemu ładowi społecznemu. Brak twarzy z jednej strony jest bowiem schronieniem, bezpiecznym azylem nierozpoznawalności, z drugiej natomiast przekleństwem.

Mimo to kupuję „Show your face!”, bo powstawał siedem lat temu w nieco innych uwarunkowaniach politycznych i społecznych niż dziś, bo stworzyli go Słoweńcy, nad którymi nadal ciąży piętno bratobójczej wojny. Ale także dlatego, że formą artystyczną odbiega od innych festiwalowych wydarzeń i pokazuje, jak różnorodne może być oblicze teatru.

Coś z niczego?

Jak stworzyć spektakl o kimś, o kim wie się tylko dwie lub trzy rzeczy. Weronika Szczawińska udowodniła, że jest to możliwe. W czterdziestominutowym przedstawieniu z cyklu remiksów (a właściwie RE//MIX) ukazuje postać Lidii Zamkow, twórczyni teatralnej, o której nie uczą na wykładach z historii teatru. W alfabetycznej wyliczance padają nazwiska m.in.: A jak Axer, G jak Grotowski, I jak Iredyński, K jak Kantor, L jak Lupa, W jak Warlikowski i na końcudopiero Z jak Zamkow. Nazwiska  padają z ust dwójki występujących na scenie aktorów, świetnych Nataszy Aleksandrowitch i Piotra Wawera jr, ale i publiczności, jak było słychać, przygotowanej do spektaklu.

Świetnym rozwiązaniem na przedstawienie tych strzępków informacji o artystce jest sfilmowana wypowiedź badaczki twórczości Lidii Zamkow z Instytutu Teatralnego, która okazuje się mistyfikacją, „wykładem fikcjonalizowanym”. Bo nie sposób stworzyć obraz kogoś z prawie niczego. Zostało parę fatalnych spektakli (zapisów najlepszych nie ma), jakiś wywiad, jakaś relacja. Jak na tym budować opowieść i nie ulec pokusie stwarzania mitów, dodawania jedynie przypuszczalnych cech czy wręcz kreowania wizerunku artystki? Słyszana ze sceny formuła „powiedz dwie, trzy rzeczy, które o niej wiesz” to bardziej wymyślanie niż odwoływanie się do faktów. Może zatem czasami lepiej zostawić niektóre postacie bez do końca zarysowanej twarzy…

Monika Błaszczak

              

fot. Maciej Rukasz                                                fot. Maciej Rukasz