18 edycja 18 edycja 18 edycja konfrontacje teatralne

Bez patosu i powtórzenia

Wczoraj z nikim już nie tańczyłam. Za to uczestniczyłam jako część publiczności w dwóch  świetnych spektaklach. W sumie można było się „skonfrontować” z trzema przedstawieniami: „Tworki-postscriptum” Marka Żerańskiego, „Popiełuszko” Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki oraz „Remix: Dario Fo przesłał instrukcje”  Moniki Strzępki & Pawła Demirskiego. Ale dzisiaj postanowiłam pisać tylko o tym, co mi się podobało, korzystając z przywileju formy, którą się posługuję.

Jak bez patosu, zadęcia, pomnikowego rysu przedstawić tak ważną w historii Polski postać jak Popiełuszko? Specjalistami w takim odzieraniu z „pomnikowości” okazali się Małgorzata Sikorska-Miszczuk jako autorka tekstu i Paweł Łysak jako reżyser przedstawienia. 

Aby zobaczyć tę realizację, trzeba było pokonać tylko jedną trudność – dostać się z Centrum Kultury do Galerii Labirynt, mieszczącej się przy ulicy Popiełuszki właśnie. Przypadek czy celowe działanie? Życzliwi lublinianie na szczęście podwieźli do tego jednak nieco oddalonego miejsca.

Wracając jednak do przedstawienia, to o jego wymowie, kontrowersyjności dla jednych, a uniwersalności przesłania dla drugich, sporo już od bydgoskiej premiery napisano. Zatem napiszę o tym, co znalazłam dla siebie w tym teatralnym wydarzeniu, a nie będzie powieleniem krążących już opinii. A mianowicie dla mnie ten spektakl ma mnóstwo smaczków: inscenizacyjnych, językowych, aktorskich. I te inscenizacyjne szczególnie przykuły moją uwagę. Wszystkie elementy scenografii niejako tworzą się na oczach widza. Historia Popiełuszki stopniowo zapisywana na ścianie to daty, zdjęcia, wezwanie na przesłuchanie, wreszcie narzędzia tortur. Poszczególne elementy scenografii ukryte są pod czarną folią, która jest z nich w kolejnych scenach zdejmowana, ukazując między innymi tylną część samochodu, fotel, kosz, biurko. Kamera filmuje makietę z kościołem i terenem wokół niego, a aktorzy przemieszczają po niej samochodziki-zabawki, odtwarzając dzień śmierci Popiełuszki, a obraz z kamery rzutowany jest na tylną ścianę scenografii. Z filmowego nagrania przemawia do nas także Małgorzata Sikorska-Miszczuk i oglądamy historię nowej odmiany kur, które pragną wolności. Antypolak w nieodłącznej piżamie. Mordercy z farbą na dłoniach, którzy za chwilę będą katować księdza. Czarne kostiumy anonimowości, na które aktorzy zakładają czerwony sweter, mundur, koszulę, stwarzając na naszych oczach kolejną postać. Pieśni patriotyczne i przyśpiewki ludowe odśpiewane i odtańczone z goździkami w dłoniach. Ekspres do kawy tulony jak dziecko przez żonę Antypolaka. Wszystko jest tak symboliczne i dosłowne zarazem, pełne surrealistycznych i dadaistycznych wstawek, że nie sposób tego odczytać „za jednym obejrzeniem”. A kontrowersyjność? Gdzie? – się  grzecznie i zupełnie niekontrowersyjnie pytam.  

Jeśli już mówić o kontrowersyjności, to w odniesieni do Remiksu Demirskiego i Strzępki. Choć i tutaj wszystko zależy od punktu odniesienia. Dario Fo to włoski satyryk (pisarz, kompozytor, reżyser), który poruszał w swoich przedstawieniach tematy polityczne i społeczne. Skoro twórcy wybierają sobie jako punkt odniesienia takiego artystę, to trudno, aby nie używali jego języka i strategii na scenie. Słowo przedstawienie też tu do końca nie pasuje. Ani to spektakl teatralny, ani happening, ani czysta improwizacja, ani spotkanie aktywistów społecznych. To forma aktywności artysty i widza-uczestnika. I to jest siłą remiksów, a zarazem trudnością, bo nie każdy widz  (a i artysta) ma odwagę się z taką formą zmierzyć. Szkoda tylko, że z powodu awarii sprzętu nie zobaczyliśmy wszystkich elementów spektaklu – zabrakło wypowiedzi Romana Pawłowskiego, fragmentu z przedstawienia z samym Dario Fo na scenie, zapisu korespondencji elektronicznej twórców z remiksowanym autorem. Chociaż z drugiej strony może i dobrze się stało – przecież spotkanie z widzem w przypadku tej performatywnej formy artystycznej powinno być właśnie spotkaniem nie do powtórzenia. Gra między różnicą i powtórzeniem okazuje się tu kluczowa.

Monika Błaszczak

       

fot. Marta Zgierska                                     fot. Maciej Rukasz